O autorze
Partner Zarządzający SpeedUp Group, Prezes Zarządu LMS Invest - funduszu specjalizującego się w inwestycjach na wczesnym etapie działania przedsiębiorstw, Członek Zarządu SpeedUp BRIdge Alfa - funduszu inwestującego w dokonania najwybitniejszych naukowców. Doktorant na Wydziale Zarządzania Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu. Doświadczenie zawodowe zdobywał pracując w konsultingu strategicznym jak i przy realizacji wielu przedsięwzięć internetowych. Realizował projekty doradcze zarówno dla mikro- jak i dla największych przedsiębiorstw. Specjalizuje się w due dilligence, modelowaniu działalności, prognozach finansowych i wycenie przedsiębiorstw.

Kilka powodów, dla których nie powinieneś – jeszcze – rozmawiać z inwestorem (cz. I)

Przy realizacji wielu biznesowych przedsięwzięć przychodzi taki moment, że potrzebna jest gotówka na rozpoczęcie prac bądź nadanie ich rozwojowi szybszego tempa. Wiele osób stwierdza w tym momencie, że najlepszym na świecie pomysłem jest poszukanie inwestora. Jednak czy jest to faktycznie najlepszy pomysł na świecie? Zanim zaczniesz rozsyłać opis swojego projektu do osób, które mogą Tobie pomóc, zastanów się czy aby na pewno tego chcesz.

W moim przekonaniu nie zawsze warto jest iść do inwestora, a najgorszą z możliwych sytuacji jest moment, w którym rozpoczynasz szukanie finansowania bez przeanalizowania powodów, dlaczego tego robić nie powinieneś. Bardzo dużo osób, które przychodzą do naszego funduszu, nie powinny w ogóle tego robić, dlaczego? Oto kilka z najczęściej pojawiających się powodów, które wskazują, dlaczego i Ty nie powinieneś jeszcze otwierać okienka programu pocztowego i wciskać przycisku „Wyślij“ do pozyskanej wcześniej listy inwestorów.




Jedyne co masz, to pomysł
Budzisz się rano z przyspieszonym oddechem. „EUREKA! WYMYŚLIŁEM!” – myślisz sobie. „TO BĘDZIE COŚ, CO ZREWOLICJONIZUJE ŚWIAT”. Po czym pierwsze, co robisz, to przygotowujesz maila do potencjalnych inwestorów o tytule: „Innowacyjny pomysł na biznes” i wysyłasz gdzie bądź.

Dlaczego nie lubimy tego typu przedsięwzięć? W większości biznesów bardzo ważnym elementem jest technologia. Przychodząc do funduszu bez jakiegokolwiek rozpoczętego projektu, pokazujesz, że nie masz kompletnie nic – nie chciałeś wydać nawet kilku złotych bądź znaleźć kolegi informatyka, do tego, aby móc choćby zaprezentować wstępne działanie swojego produktu. Inwestorzy kapitałowi starają się w ramach każdej inwestycji minimalizować ryzyko. W przypadku, gdy przychodzisz do inwestora z pomysłem na biznes w branży nowych technologii i mówisz, że jedyne co masz, to piękna prezentacja w Power Point, inwestor myśli sobie, że nie dość, że w projekcie występuje bardzo duże ryzyko biznesowe, to jeszcze mamy do czynienia z niepewnością czy aby na pewno technologia zostanie wytworzona na czas i z odpowiednią – wysoką – jakością.

Oczywiście zdarzają się przypadki, gdy inwestor jest skłonny podjąć to ryzyko, jednakże należą one do zdecydowanej mniejszości. Dzieje się tak w momencie, gdy inwestor jest w stanie uwierzyć Tobie, że swoimi kompetencjami, doświadczeniem, znajomościami i wiedzą jesteś w stanie zniwelować ryzyko biznesowe. Ale raz jeszcze podkreślam – to należy do rzadkości.

Rada: Zatem, zanim pójdziesz do inwestora, postaraj się przygotować cokolwiek, co pozwoli mu zobaczyć jak działa produkt, np. w przypadku gdy chcesz zbudować bardzo rozbudowany serwis internetowy, warto zastanowić się nad tym czy nie zainwestować paru złotych i przygotować choćby skrajnie podstawową funkcjonalność, a do pozostałych części serwisu przygotować choćby jego makiety.

Przy zgłoszeniu projektu chcesz od razu podpisać umowę o poufności
Załóżmy, że masz coś więcej niż pomysł na biznes i nawet wykonałeś prototyp swojego serwisu, natomiast uważasz, że Twój pomysł jest na tyle genialny, że jak tylko komukolwiek go pokażesz, to na pewno ktoś go ukradnie i skopiuje.

W mojej pracy wychodzę z założenia, że pomysły dzielą się na dwa typy. Pierwszy – koncepcje biznesowe, które mi się podobają. Drugi – koncepcje tak genialne, że jestem za głupi, aby je zrozumieć. Abstrahując jednak od jakości samego pomysłu, musisz uzmysłowić sobie dwie rzeczy.

Po pierwsze – jako grupa funduszy inwestycyjnych, rocznie otrzymujemy ok. 1.500 zgłoszeń. Prawdopodobieństwo tego, że przyjdziesz do inwestora z pomysłem, którego jeszcze nie widzieliśmy lub który działa na rynku, którego inwestor nie analizował, jest znikome. Zatem żaden rozsądny inwestor, zanim nie zobaczy choćby zajawki tego, co chcesz zrobić – czy to w formie krótkiej prezentacji czy to teasera informacyjnego – nie podejmie decyzji o tym, żeby narażać się na kary umowne czy inne niebezpieczeństwa, tylko dlatego, że wydaje się Tobie, że Twój biznes jest unikatowy w skali globalnej.

Z kolei z drugiej strony, pamiętaj, że jeśli Twoją jedyną przewagą konkurencyjną na rynku jest pomysł, to tak czy inaczej – w pewnym momencie – choćby po to, żeby zacząć na nim zarabiać, będziesz go musiał pokazać na rynku. Jeśli jedyną wartością jest pomysł i jest on faktycznie genialny, to uwierz mi, że bardzo szybko znajdą się osoby, które skopiują go zaraz po tym jak wejdziesz na rynek i przegonią mając do dyspozycji dużo większe budżety, wiedzę, kompetencje, itp.

Rada: Poszukaj w swojej koncepcji biznesowej czegoś, co Cię wyróżnia na tle konkurencji – czy to obecnej czy to potencjalnej. Spraw, aby w Twoim biznesie było to coś, co sprawia, że nawet jeśli dziś zostawiłbyś gotowy biznesplan w poczekalni przed imprezą startupową i ktoś nieopatrznie by Ci go zabrał, to i tak Ty – i tylko Ty – byłbyś gwarantem tego, że opisany tam biznes może się udać.

Masz milion pomysłów na biznes i nie wiesz, na którym chciałbyś się skupić
Ostatnio obserwuję trend, w którym to pomysłodawcy przychodzą z kilkunastoma projektami do funduszu jednocześnie. Prawdopodobnie, takie osoby myślą, że dzięki rozwinięciu kilkunastu biznesów, dywersyfikują ryzyko niepowodzenia i zwiększają swoje szanse na zarobienie dużych pieniędzy.

Otóż nie do końca. Idąc do inwestora, wybierz jeden pomysł. Ten jeden! Najlepszy. Najbardziej przemyślany. Jedyny. Właśnie ten. Nie inny. Tylko TEN, któremu jesteś w stanie poświecić się na co najmniej kilkadziesiąt kolejnych miesięcy.

Ale dlaczego? Dlatego, że nie ma nic trudniejszego w dzisiejszym, bardzo konkurencyjnym świecie – o wielu substytutach dla niemal każdego produktu czy usługi – niż uruchomienie biznesu, który zacznie przynosić pieniądze bez dużego zaangażowania ze strony pomysłodawcy czy założyciela. W moim przekonaniu, jeśli skupisz się na wielu rzeczach na raz, to będziesz gościem od wszystkiego. A jak jesteś od wszystkiego, to zgodnie z porzekadłem, jesteś do niczego... Niestety, prowadzenie swojego biznesu wymaga poświęcenia bardzo dużej ilości czasu. To, co dzisiaj wydaje się Tobie łatwym do przeprowadzenia procesem – bo przecież wystarczy znaleźć ludzi, powiedzieć im co mają zrobić, ułożyć procesy w firmie i już można uciekać swoim prywatnym odrzutowcem na urlop do ciepłych krajów – nie jest takie, na jakie na początku wygląda. Każdy dzień, szczególnie na początku drogi biznesowej, to walka. Walka o to, aby ludzie zrozumieli Cię poprawnie, aby programiści pisali dokładnie w taki sposób, w jaki ich o to prosisz, aby dostawcy nie spóźniali się z zapewnieniem ważnych dla Ciebie materiałów czy towarów. Nawet, żeby urząd skarbowy poszedł już sobie i przestał zawracać Ci głowę, jakąś nieistotną kontrolą.

Zatem idąc do inwestora, zastanów się kilkadziesiąt razy, zanim powiesz mu, że chcesz robić dwa, trzy czy piętnaście biznesów jednocześnie. Dla inwestora jest to kolejny element ryzyka, a po co dodatkowo je zwiększać w i tak już ryzykownych projektach.

Zatem zanim wyruszysz do inwestora, usiądź, zastanów się, który pomysł na biznes może przynieść Ci – zarówno dzisiaj jak i długoterminowo – najwięcej korzyści, bo lepiej jest zrobić jedną dużą sieć marketów niż otworzyć dziesięć małych warzywniaków.

Nie wiesz, jakie są inne źródła finansowania przedsięwzięć
Finansowanie przedsięwzięć na pierwszym etapie rozwoju, nie jest rzeczą łatwą. Jednakże patrzenie na możliwości finansowania – jedynie w obszarze wejść kapitałowych inwestora – jest w moim przekonaniu dalekie od idealnego.

Wyobraź sobie, że musisz zdobyć określoną sumę pieniędzy. Czy naprawdę – w pierwszej kolejności – jest konieczne pukanie do drzwi inwestorów? A może zapomniałeś, że masz zamożnego wujka, który mógłby Cię wspomóc drobną kwotą? Albo czy przypadkiem nie mógłbyś odpuścić sobie kilkudziesięciu imprez i zaoszczędzić trochę grosza? A może warto rozpocząć pracę dla kogoś, odkładając przez pewien czas pieniądze lub – jeśli już pracujesz – wziąć drugi etat?

Może wydatki, które chcesz ponieść, można sfinansować inaczej? Czy rozpatrywałeś możliwość wzięcia pożyczki ratalnej na nowy komputer – o ile go faktycznie potrzebujesz – zamiast kupowania go za gotówkę? Czy za pomocą Twojej karty kredytowej nie jesteś w stanie sfinansować zakupu grafiki do swojego serwisu? Czy Twoje oszczędności nie wystarczą, żeby zatrudnić jednego sprzedawcę – na 2-3 miesiące – który przyniesie Tobie przychody wystarczające do tego, aby osiągnąć pierwsze zyski? A może warto pożyczyć/wypożyczyć auto na jeden miesiąc, żeby zobaczyć czy w ogóle opłaca się korzystanie z tego środka lokomocji w Twojej pracy, zamiast od razu je kupować?

Zadaję sobie sprawę, że wszystkie powyższe źródła finansowania czy też próby pozyskania zasobów do osiągnięcia Twoich celów biznesowych, nie są w długim terminie najtańszymi rozwiązaniami na rynku – bo choćby taniej będzie Ci pewnie kupić auto, niż wypożyczać je co miesiąc. Warto jednak zastanowić się – i przede wszystkim sprawdzić – czy Twój pomysł na biznes faktycznie ma sens i potencjał. Czy Twoje założenia biznesowe faktycznie są poprawne i nie narażasz się przy tym na utratę części swojego biznesu.

Idąc do inwestora, musisz uświadomić sobie, że są to najdroższe pieniądze na rynku. Inwestor będzie chciał udziałów w Twoim biznesie. Co jeśli okaże się, że za 100.000 zł inwestor zabierze Ci 20% udziałów w biznesie, który po roku może zarabiać 1.000.000 zł miesięcznie?

Zastanów się raz jeszcze – czy na pewno chcesz iść do inwestora?

Nie wiesz, po co idziesz do inwestora
Ostatnią ważną sprawą na dziś, jest kwestia oczekiwań względem inwestora. Jeśli idziesz do niego jedynie po pieniądze, to znaczy, że nadal nie zrozumiałeś powodów, przez które nie powinieneś tego robić. Patrz – znów – punkty wyżej!

Same pieniądze na rynku można pozyskać stosunkowo łatwo. Nie jest to trywialne, ale – przy odpowiedniej determinacji – jesteś w stanie to osiągnąć. Najwyżej sprzedasz swoją kolekcję komiksów z lat 80’, żeby dopiąć swego. To, czego nie można natomiast łatwo i szybko kupić, to doświadczenie, wiedza i kompetencje, a także znajomości.

Idąc zatem do inwestora, nie idź po pieniądze, a idź po możliwości jakie dają Tobie ludzie, którzy będą z Tobą przy Twoim projekcie współpracować. Możesz próbować przebijać się przez wszystkie szczeble w przedsiębiorstwie, z którym chcesz współpracować, żeby dostać się w końcu do samego pana prezesa – ale po co – skoro inwestor może mieć numer prywatnej komórki tego prezesa u siebie, w telefonie. Po co masz składać oficjalne oferty, jeśli może się okazać, że przy najbliższym spotkaniu, przy piwie, człowiek z funduszu szepnie słówko odpowiedniej osobie i deal będzie załatwiony.

Inwestując w projekty lubimy dawać coś więcej niż tylko pieniądze. Same pieniądze można porównać do zwykłej Pb95 dostępnej na każdej stacji benzynowej. Idąc do inwestora możesz natomiast dostać paliwo rakietowe do rozwoju Twojego biznesu – i często niewielkie znaczenie mają tutaj pieniądze.

Zatem idąc do inwestora, zastanów się czy potrzebujesz faktycznie tylko jego pieniędzy, czy też inwestor może dać Ci trochę więcej.
Trwa ładowanie komentarzy...